Nikt nie może przyjść do Mnie,

jeśli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał”

( J 6,44 )

 

„Paciemu wy zdjes?” – Przystanek Jezus 2012

 

Tak czuję, że nie mogę o tym nie mówić, co widziałem i co przeżyłem na Przystanku Jezus i jednocześnie na Przystanku Woodstock, a także o tym, jak przekonałem się o potrzebie wychodzenia do ludzi zagubionych, zwłaszcza młodych. To jest właśnie nowa ewangelizacja: wychodzić do tych, co porzucili swą wiarę. Jezus chce ich znów pociągnąć ku sobie, ale potrzebuje nas, ciebie i mnie.

 

Przystanek Woodstock – jak się tam znalazłem?

 

Od kilku lat szeroko omijałem miejsce i czas Woodstocku. Ale jak tu ominąć, skoro od kilku lat w Kostrzynie nad Odrą zamieszkali moi rodzice? W tym roku tak się złożyło, że mój urlop wypadł właśnie na czas Przystanku Woodstock i Przystanku Jezus. Pomyślałem, raz w życiu muszę go przeżyć. Oczywiście bardziej mnie interesował ten drugi. Pomyślałem także, a może Bóg chce, abym w nim uczestniczył?

Przystanek Jezus zwykle rozpoczyna się na kilka dni przed Woodstockiem, aby młodzi ewangelizatorzy mogli naładować swoje duchowe akumulatory i po modlitwach, konferencjach być uzdolnieni do ewangelizacji. W tym roku Przystanek Jezus rozpoczął się I Kongresem Nowej Ewangelizacji trwającym od soboty do poniedziałku. Ogółem wszystkich uczestników było ok. 1500:  w tym 150 księży, 60 sióstr zakonnych, ponad 100 kleryków i diakonów. To kropla w morzu w ponad pół milionowej rzeszy woodstockowiczów.

Miałem plany, by jedynie być na Kongresie i ewentualnie na Mszach przystankowych z piękną oprawą muzyczną, jednak zostałem przez Jezusa pociągnięty dalej… Niejako wciągnięty w ewangelizację. Chodziliśmy po dwóch, albo w mieszanych parach we dwoje po obszernych polach woodstockowych. Zadawałem sobie pytanie: Jak zacząć rozmowę z tymi, którzy przyjechali się wyszaleć, zabawić, użyć totalnej wolności? Czy jesteśmy tam potrzebni?

Wierzyłem jednak, że idę w imię Jezusa, w imię Pana zastępów i On sam utoruje drogę do młodych serc. Pociągnie ku sobie. I… nie pomyliłem się. Przez 6 dni od świtu do północy miałem z kim rozmawiać i to ja byłem skłaniany do rozmowy ( byłem w sutannie ) wśród tej mocnej rockowej muzyki. Większość moich rozmówców przedstawiało się: „jestem ateistką, jestem agnostykiem, jestem niewierzący…” Oto kilka migawek spośród kilkudziesięciu rozmów, które mocniej zapadły mi w sercu.

 

Rosjanin – „Paciemu wy zdjes?”

 

Jednym z pierwszych, który podszedł do mnie na woodstockowym polu był Rosjanin. Podszedł do mnie niedaleko podestu Przystanku Jezus. Zaczął po angielsku. Słysząc wschodni akcent zaproponowałem mu:

– Może pogawarim pa ruski ( może porozmawiamy po rosyjsku )?  On wskazując na mnie i innych księży oraz dając do zrozumienia cały kontekst miejsca, które przede wszystkim ma służyć zabawie, zapytał:

– Paciemu wy zdjes ( dlaczego tu jesteście )?  Odpowiedziałem mu jak umiałem najkrócej:

– Jesteśmy po to, aby wykrzyczeć: Bóg żyje! I po to, aby umożliwić młodym ludziom rozmowę o Bogu, bo tak na co dzień nie mają odwagi pójść na plebanię i zadać księdzu nurtujące ich pytania. Pokiwał głową ze zdumieniem i odszedł.

 

Piotr „opętany”

 

Czułem, że przez nas ewangelizatorów sam Jezus niejako zstępuje na ziemię, jak sam powiedział: „Ja jestem Chlebem żywym, który zstąpił z nieba”.  Potwierdził te słowa Piotr, chłopak sprawiający wrażenie opętanego, a który poprosił mnie o spowiedź niedaleko głównej sceny Woodstocku. Usiedliśmy na ziemię i to  go ujęło, że ja w sutannie siedzę na ziemi. Rzekł do mnie:

– Jak ksiądz tak siedzi na ziemi, to się zniża do nas. Odpowiedziałem:

– Widzisz, podobnie Bóg się zniżył do człowieka. Tak bardzo ukochał człowieka, że w swoim Synu Jezusie zstąpił na ziemię i stał się jak my. I tak rozpoczęła się rozmowa, która przerodziła się w spowiedź…

 

Kamila z Bieszczad w żałobie

 

Przyjechała do Kostrzyna z Bieszczad, aby nasycić się wolnością, zabawą, radością, jak wielu. Na nogach miała czarne glany niedbale zasznurowane. Znalazła się przy podeście Przystanku Jezus, bo dzień w wcześniej, usłyszała od świeckich ewangelizatorów, że Bóg ją kocha. Podeszła do mnie. Byłem już trochę zmęczony u schyłku dnia:

– Widzę, że ksiądz zmęczony. Powiedzieli mi, że Bóg mnie kocha, ale ja tego nie odczuwam. Nie wierzę w Boga. Mam żal do niego. Gniewam się! Zabrał mi najdroższą osobę – ojca. Ponad rok jak nie żyję. Nie potrafię cieszyć się życiem. Przyjechałam tu, ale ta muzyka mnie nie cieszy.

– Czy Panu Bogu powiedziałaś o tym co czujesz po stracie taty?

– Ja to wykrzyczałam…

– To była twoja modlitwa, autentyczna…

– Proszę księdza, ja od czasu do czasu chodzę ko kościoła i modlę się, ale coraz rzadziej. Nic mi to nie daję.

– Modlitwie zanoszonej z gniewem i żalem do Boga może przeszkadzać zły duch, który żeruje na tym żalu. Dlatego owce tej modlitwy nie mogą do ciebie się przecisnąć. Kamila, jesteś w żałobie po stracie drogiej ci osoby. Im ktoś bardziej kocha, tym żałoba może być dłuższa. Ale chcę ci poradzić, że jeśli kochasz swego tatę, to pozwól mu odejść. Łzy…

– Ale ja nie potrafię. Boję się, że go zapomnę…

– Daj więc sobie jeszcze czas. Zapewniam cię, że przez modlitwę o nim nie zapomnisz, ani on o tobie nie zapomni. Zauważ jednak, że twój żal, a może rozpacz trzyma tatę przy ziemi. Jego dusza nie może wznieść się do nieba. Chcesz, możemy podejść pod biały przystankowy krzyż, i pomodlić się za twego tatę i za ciebie. Poszliśmy. Kamila dotknęła dłonią krzyża. Kilku ewangelizatorów położyło dłonie na jej ramionach i tak modliliśmy się modlitwą wstawienniczą, aby Pan zabrał z jej serca żal i by miała odwagę pozwolić na odejście swego taty do wieczności. Wokół tłumy, głośna rockowa muzyka, a my tak trwaliśmy na modlitwie pod krzyżem. Tylko od czasu do czasu wiatr rozwiewał nam włosy. Wydawało się, że jesteśmy tylko my i Chrystus. Tak bardzo czułem Jego obecność. Gdy skończyliśmy modlitwę, Kamila mocno nas uściskała i odeszła w tłum, ale jakaś inna…

 

Magda „odważna” i piach

 

Magda, to kolejna osoba pociągnięta przez Jezusa. Siedziałem razem z drugim księdzem niedaleko podestu Przystanku Jezus. Szła z dwoma chłopakami. Zostawiła ich. Usiadła przed nami. Patrzyła nam prosto w oczy z jakimś gniewem. Po chwili kierując pytanie do mnie i kolegi rzekła:

– Dlaczego wierzysz w Boga? Pytanie było proste i może oczywiste dla nas, ale zadane z jakimś wyrzutem i jakoś tak kategorycznie, że  zatkało nas. Dziś bym inaczej jej odpowiedział: wierzę, bo rodzice przekazali mi wiarę, a gdy miałem naście lat przeczytałem  Ewangelię i Osoba Jezusa bardzo mnie ujęła. Doświadczyłem Jego obecności i miłości. Jezus stał się dla mnie i jest Kimś bardzo realnym i bliskim. Zapytałem:

– A ty wierzysz w Boga?

– Nie. Nie ma go. Nie ma nic. Mam Chrzest i Pierwszą Komunię.

– Co uważasz za szczęście?

– Najważniejsze brać garściami z życia.

– I co potem?

– Do piachu.

– I co potem?

– Nic. Pustka.

– Magda, to nie jest cała prawda o człowieku. Życie człowieka byłoby żałosne, gdyby kończyło się tylko w piachu. Chrystus pokazał nam całą prawdę o człowieku: Jest Bóg który nas kocha i czeka na nas. Życie tu na ziemi się nie kończy, ale dlatego kto wierzy w Chrystusa trwa wiecznie. Tę możliwość życia na wieki wywalczył dla nas Chrystus na krzyżu.

-Ale ja nie wierzę. Chyba… żeby mnie coś przekonało.

– Wiara jest darem od Boga. Ten dar możesz na nowo otrzymać. Ktoś może ci wymodlić. Ważne, abyś się otworzyła. Chcesz, możemy już teraz pomodlić się o to, abyś doświadczyła prawdziwego i żywego Boga.

– Chcę. Zaczęliśmy się modlić tak jak siedzieliśmy. Podczas modlitwy wstawienniczej Magda doznała głębokiego wzruszenia. Popłynęły jej łzy. Zobaczyliśmy, że z tej zbuntowanej i gniewnej dziewczyny, która podeszła do nas już nic nie pozostało.

– Dobrze, że was spotkałam. Uściskała nas i poszła w tłum do swoich chłopaków.

 

Chłopak z peronu odmieniony

 

Starsza kobieta opowiedziała mi o takiej rozmowie. Otóż gdy odprowadzała córkę do pociągu zauważyła mężczyznę samotnie siedzącego przy słupie. Był zamyślony. Zagadnięty odpowiedział:

– Chcę być sam, bo muszę przemyśleć swoje życie. Wie pani, odjeżdżam odmieniony. Wczoraj na polu woodstockowym rozmawiałem z księdzem. Wyspowiadałem się. Dało mi to dużo do myślenia…

 

Nie może tam mnie zabraknąć

 

Jako ewangelizatorzy może byliśmy jak okruchy Żywego Chleba w wielkim cieście woodstockowej młodzieży, ale byliśmy okruchami Chleba, który zstąpił z nieba. Czułem, że sam Jezus przez nas szukał zagubionych owieczek i że On sam pociągał ich ku sobie. Doświadczyłem otwartości i autentyczności młodych ludzi. Przekonałem się, że warto i trzeba do nich wychodzić, rozmawiać o sensie życia, o wierze, o Bogu oraz że taka inicjatywa ewangelizacyjna jak Przystanek Jezus ma głęboki sens. Dlatego znów z wielkim pragnieniem ewangelizowania i wspólnej modlitwy chce uczestniczyć w Przystanku Jezus 2013.

 

Ks. Bogusław Bogdan SAC

 

 

Zapisz się na nasz NEWSLETTER

Zgadzam się na przetwarzanie danych w celu zapisania do newslettera i otrzymywania wiadomości e-mail.

Administratorem Danych są podmioty należące do Grupy Tymoteusz:
Katolickie Stowarzyszenie w Służbie Nowej Ewangelizacji – Wspólnota św. Tymoteusza
(ul. Kresowa 258A, skr. poczt. 39; 66-620 Gubin; NIP: 926 14 34 191)

Fundacja Cogito Ergo Credo. (ul. Kresowa 258A, skr. poczt. 39; 66-620 Gubin; NIP 926 167 12 58)

free newsletter templates powered by FreshMail