Jak dowiedzieć się można chociażby wpisując owe hasło w wyszukiwarce,
Przystanek Jezus to ogólnopolska inicjatywa ewangelizacyjna skierowana
do ludzi młodych uczestniczących w Przystanku Woodstock. Jednak dla
mnie osobiście to nie tylko te kilka słów, ale bardzo mocne, wyraźne
doświadczenie żywego Boga.

Z Przystankiem Jezus przez kilka dobrych lat spotykałam się za
pośrednictwem Internetu poprzez radiowe audycje, video relacje czy
muzykę. Zawsze jednak było to dla mnie niewystarczające, gdyż nosiłam
w sobie głębokie pragnienie znalezienia się na polu i poszukania
drogocennych, jednakże zagubionych pereł. I udało się. Wraz z
zaprzyjaźnionym ojcem redemptorystą jeżdżącym na Przystanek Jezus od
kilku dobrych lat, wybrałam się w to miejsce. Nie powiem, że nie było
obaw, bo były. Przede wszystkim dlatego, gdyż w 2011 roku miałam
okazję być na Przystanku Woodstock jeden dzień i moje emocje związane
z tym pobytem były bardzo negatywne. Po tym co tam zobaczyłam,
chciałam stamtąd natychmiast uciec. Jednak tego roku było zupełnie
inaczej…

Pierwsza styczność z Woodstock’ową rzeczywistością była dla mnie po
raz kolejny czymś lekko przerażającym. Nie jeden, nie dwóch , ale
tysiące ludzi z irokezami na głowach. Gdzie nie spojrzałam leżały
puszki po piwie, a strach ogarniał coraz bardziej moje serce. Nie był
on jednak tak mocny jak rok temu, gdyż czułam przy sobie obecność Boga
w postaci także tych, którzy szli ze mną pod wielki biały krzyż
stojący w centrum pola Przystanku Jezus.

Początkowe wyjścia do ludzi nie należały do przepełnionych
entuzjazmem. Miałam w sobie wewnętrzne bariery, bałam się konfrontacji
z człowiekiem oraz tym co powie. Po jakimś czasie jednak zauważyłam,
że moja rola podczas wyjścia na pole polega nie tyle co na rozmowie,
ale na modlitwie. To właśnie na Przystanku Jezus zaczęłam modlić się
świadomie na różańcu, dostrzegając wielką rolę Maryi, która pomogła mi
dostrzegać w woodstockowiczach samego Jezusa, uśmiechać się do nich i
rozmawiać bez żadnych oporów, uprzedzeń.

W Ewangelizacji, bo po to zostaliśmy posłani, przede wszystkim ważne
jest by nie popełnić ważnego błędu. Nie patrzeć i oceniać, ale
zrozumieć i dać człowiekowi nadzieję, chociaż bardzo różnie i w
różnych okolicznościach widzieliśmy Chrystusa w tych ludziach. Czasami
Chrystus był w nich ukrzyżowany. “Wiara rodzi się z tego, co się
słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (Rz 10, 17)”.
Naszym zadaniem było nie opowiadać o filozofii, teologii moralnej
itd., ale iść jak Apostołowie i siać Słowo Boże, a resztę zostawić
Najwyższemu. Siać Słowo z nadzieją, na różne sposoby, czy to przez
taniec, muzykę, rozmowę. Żyć tak, aby inni chcieli żyć tak jak Ty.
Odpowiedź przyjdzie, zasiane ziarno wyda owoc, jednak w czasie przez
Boga wyznaczonym, a nie przez nas samych. Nie można się nastawiać, że
owoce ewangelizacji pojawią się na pstryknięcie palca. ” Bóg
przychodzi z piętnastominutowym opóźnieniem”- takie słowa w tym
momencie przychodzą mi na myśl. Bóg przychodzi do człowieka oczywiście
na czas, w odpowiednim momencie, ale to człowiek mający do Niego
zaufanie wyczekuje pomocy z ludzką niecierpliwością, czasami z lękiem,
że może coś się nie uda. Sądzi, że jego prośby zostaną wysłuchane
natychmiast. Tymczasem Bóg przychodzi do człowieka i działa swoją mocą
wtedy, gdy coś jest po ludzku niemożliwe, niewykonalne. Jeżeli coś się
staje, to tylko dzięki Niemu, naszemu Bogu. Zainterweniuje, kiedy
dojdziemy do ściany. Zadziała tak jak chce i kiedy chce, ale zawsze
ofiarując nam swoje dobro i chcąc naszego dobra.

Przystanek Jezus był moim pierwszym, a zarazem tak bardzo
doświadczającym mnie czasem. Nie spodziewałam się takiego stanu
rzeczy. Czas tam spędzony uświadomił mi jeszcze bardziej to, że
jesteśmy narzędziami w rękach Boga. On potrzebuje naszych ust, by
mówić do tych zagubionych, zranionych, często wplątanych w chore
relacje, schematy ludzi. Potrzebuje także naszych ramion, by tulić
tych, którzy nie doświadczyli czystej, bezwarunkowej miłości. Sama
także zostałam dotknięta przez Boga, który zesłał mi anioły. Zerwał
relacje powodujące wielokrotne udawanie kogoś, kim nie jestem. Zdjął
ze mnie wszelkie maski, które często przywdziewałam. Usunął lęk i
niepewność, wypalił we mnie wszystko to, co było złe i szkodliwe, a
owe miejsce wypełnił pokojem.
Bóg dał mi wiele znaków w postaci ludzi, sytuacji, słów. Postawił
także na mojej drodze Wspólnotę Przymierze Miłosierdzia, do której
obecnie należę. Tam mogę kontynuować kroczenie drogą, którą mi
przygotował. Wspólnota pomaga mi walczyć ze skłonnościami do układania
sobie własnego planu na życie, gdyż często nie biorę pod uwagę tego,
co szykuje dla mnie sam Bóg. Jego plan przygotowany dla każdego
człowieka jest o stokroć piękniejszy, doskonalszy niż sami możemy to
sobie wyobrazić. Ale by plan ten mógł się realizować trzeba nam
otworzyć się na działanie Boga oraz obdarzyć Go zaufaniem i dać się
prowadzić w ciemno, chociaż to niezmiernie trudne zadanie.

Cieszę się, że miałam możliwość przyjechania na Przystanek Jezus.
Mogłam podzielić się z innymi swoją wiarą. Czas spędzony w Kostrzynie
na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Mam nadzieję, że będzie mi dane
przez Boga, pojechać w to samo miejsce i móc głosić Jego Słowo z
jeszcze większą mocą. Już teraz pragnę dziękować za wszelkie osoby,
które postawi na mojej drodze.

Chwała Panu!

Aleksandra Maligłówka, Szczecinek.

Zapisz się na nasz NEWSLETTER

Zgadzam się na przetwarzanie danych w celu zapisania do newslettera i otrzymywania wiadomości e-mail.

Administratorem Danych są podmioty należące do Grupy Tymoteusz:
Katolickie Stowarzyszenie w Służbie Nowej Ewangelizacji – Wspólnota św. Tymoteusza
(ul. Kresowa 258A, skr. poczt. 39; 66-620 Gubin; NIP: 926 14 34 191)

Fundacja Cogito Ergo Credo. (ul. Kresowa 258A, skr. poczt. 39; 66-620 Gubin; NIP 926 167 12 58)

free newsletter templates powered by FreshMail