Co wymagało od niego największej odwagi? Zdobywanie biegunów, wejście na Elbrus czy Kilimandżaro? Nic z tych rzeczy. Przyznanie się do słabości było dla Jaśka Meli, naszego gościa szalenie trudne. 

Podczas wieczornego spotkania z podróżnikiem padło wiele pytań. M.in. o to czy cierpienie uszlachetnia. Jan zaprzeczył, ale dodał, że cierpienie tworzy przestrzeń do uszlachetnienia. I to od nas zależy co zrobimy w takiej sytuacji. 

Jego wypadek i utrata ręki oraz nogi rozpoczęły serię zmian w jego życiu. I to zmian na lepsze. Skończyło się picie rozcieńczonego spirytusu przemysłowego, kradzieże kołpaków na zamówienie czy butów wczasowiczów na plaży. Podobnie jego plan, który snuł przez lata dzieciństwa o tym, że po skończeniu 18 lat pokaże ojcu środkowy palec i powie „do zobaczenia na twoim grobie” nie został zrealizowany. 

Dziś Jasiek jest blisko Boga i blisko swojego ojca. I dzieli się swoją historią z ludźmi w całej Polsce. Inspiruje i podnosi na duchu. Pokazuje jak wiele można zdziałać pomimo wszystko.