27.07.2010 | ks. Artur Godnarski | wyświetleń: 399
Nabożeństwo pokutne- wtorek
Jezus jest Przyjacielem grzeszników i celników.
Wtorkowy wieczór upłynął nam, jak co roku, na nabożeństwie pokutnym. Zatopiliśmy się w słowa czytań z Księgi Izajasza (Iz 1, 16-18) i Ewangelii Łukasza (Łk 7, 36-50). Na podstawie obrazu grzesznej kobiety, która padła Jezusowi do nóg, obmywając łzami i wycierając włosami Jego stopy, mogliśmy doświadczyć tego, że Bóg jest Przyjacielem, bez względu na naszą historię życia, a przyjaciel to ktoś z kim dobrze się przebywa. Po proklamacji Ewangelii nastąpiło wystawienie Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Biskup wprowadził nas w czas przebywania z Panem- czas nie mówienia i nie gadania ale przylgnięcia do Jezusa. Mówił o tym, że „ Bóg – Miłość mimo zdrady nie rezygnuje. On jest gotów przebaczyć. Bóg nigdy, w żadnej sytuacji nie rezygnuje z człowieka. Bóg jest solidarny z nami biorąc na siebie skutki grzechu. Człowiek sam sobie z nimi nie poradzi. Zło jest złem, ale przytulony zostaje człowiek, który to zło uczynił. Jezus podnosi z upadku. On jest tym, który przychodzi i szuka.” Biskup wspomniał też o tym, że jeśli wiarę przeżywamy jako osobiste spotkania z Bogiem, te spotkania zmieniają nas tak bardzo, że mimo grzechu chcemy uciekać w ramiona Jezusa.
Rozmodlonym ewangelizatorom towarzyszył medytacyjny śpiew kanonów z Taize. Wewnątrz kościoła w konfesjonałach jak i poza kościołem ustawiają się kolejki tych którzy pragną pojednać się z Jezusem w Sakramencie Pokuty i Pojednania.
Zespół Medialny PJ
Comments (4)Komentarze
Zostaw swój komentarz
HTML: Możesz użyć następujących tagów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>





Parę lat temu, też we wtorek, na takie właśnie nabożeństwo wpadłem myśląc, że wreszcie. Że Bóg jest, jest ze mną, że kocha, że kocha mnie, że ma plan… Że dotknął, że uzdrowił.
To było piękne. Naprawdę czułem, że jestem wyrywany z gnoju, w którym siedziałem.
A dziś, parę lat później, po życiu, w którym badzo chciałm być blisko Boga, szukać Jego dróg, iść tylko nimi mimo wszystko… Nie wiem. Znów nic nie wiem. Mam wrażenie, że ktoś tam się ze mnie nabija. Daje się w sobie rozkochać, czegoś tam doświadczyć, tylko po to żeby kopnąć z drugiej strony, żeby bolało jeszcze bardziej.
Bóg, jakiego doświadczam nie jest Tym, dla którego wybrałem chrześcijaństwo, Tym o którym uczyłem się na teologii, Tym o którym tyle słodkich słówek słyszałem na kursach, rekolekcjach czy kazaniach.
Jeszcze miesiąc temu do głowy mi by nie przyszło, że jeśli będę mógł pojechać do Kostrzyna, to pojadę na Woodstock. Że na PJ nie będę miał już czego szukać. Czym się dzielić.
Nic nie rozumiem, jestem zagubiony i boję się…
DROGI DAWIDZIE!!! – dokładnie pamiętam tamten dzień w którym wydarzyło się to Twoje szczególne spotkanie i jestem świadkiem, że to co się wydarzyło było autentyczne. Nie chcę Ci fanzolić farmazonów. Kiedy patrzyłem na Ciebie zawsze zadawałem sobie pytanie, czy pozwolisz się poprowadzić. Czy pozwolisz sobie towarzyszyć komuś, kto przeszedł drogę na którą Ty dopiero wchodzisz. Ty wiesz jak to naprawdę jest w Twoim przypadku. Można czuć się zagubionym na własne życzenie. On nie zrezygnował z Ciebie i nie kpi z Twojej sytuacji. Problem jest w Twoich wyborach.
Jeśli zechcesz o tym porozmawiać, to masz mój nr telefonu, bo go nie zmieniam. Jeśli jesteś na PW, to może warto się spotkać.
Pozdrawiam Cię, zawsze wspominając serdecznie.
W liście do Rzymian, czytamy, że „Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we WSZYSTKIM dla ich DOBRA”. Często wyobrażamy sobie, że Miłość Boża oznacza tylko przyjemne chwile, dużo radości, samą słodycz. Takie fruwanie nad ziemią i wzajemne patrzenie sobie w oczy. Tylko głaskanie po główce i same piękne chwile. Miłość Boga jest jednak czymś więcej niż w swoim ograniczonym ludzkim umyśle jesteśmy w stanie pojąć. Często doświadczenia, które wydają się nam trudne, okazują się błogosławieństwem. To w nich również objawia się Boża Miłość, bo one często popychają nas do zmian, a także do decyzji, czy chcę iść za Jezusem także kiedy jest trudno i źle. Czy chcę iść za Nim zawsze, bez względu na cokolwiek. Bo On jest z nami we WSZYSTKIM dla naszego DOBRA. A z doświadczenia mojego życia wiem, że czasem największym gestem miłości, jest kopnąć kogoś w tyłek.
Bóg jest z Tobą, oddawaj Mu to czego doświadczasz, bo On nie chce żebyś był sam. Pokornie czeka na Twoje tak.
Dzięki.
Będę na PW od piatku.
Niestety przed wstąpieniem do zakonu oddałem komórkę nie spisując kontaktów. Proszę o nr telefonu na maila
Wczoraj na modlitwie przyszła mi taka refleksja: Żywy Jezus, ukryty w Najświętszym Sakramencie jest z nami w najpokorniejszej postaci – okruszynie Chleba… tylko dlatego, że chce z nami wejść w relację Miłości… On – Bóg Człowiek chce spotkać się ze mną.. prosi o miłość.. Czeka, cicho szepcze: Przyjdź, przytul się.. Moje ramiona są otwarte…
Co się stało, że tak trudno wejść w pokorną relację Miłości? Kim się stałam – tak bardzo goniąc za wielkością – że nie zauważam, że On JEST obok i czeka?
Panie, przygarnij mnie, bym już nie błądziła…