10.01.2009 | ks. Artur Godnarski | wyświetleń: 703
Kuba – pomnik socjalizmu w tropikalnym raju
Choć minęło już kilka miesięcy od naszego powrotu z Kuby, to mamy wrażenie, że to miejsce i związane z nim wspomnienia pozostaną w nas na zawsze. Nie tylko dlatego, że wyspa jest malowniczym miejscem, ale przede wszystkim dlatego, że mogliśmy zobaczyć coś, co zazwyczaj ucieka oczom turystów… prawdziwe życie Kubańczyków. Kuba to urokliwy, urzekający krajobrazem i roślinnością zakątek świata. Mimo tego po pierwszych dwu tygodniach pobytu mieliśmy wrażenie, że właśnie w tym malowniczym kraju można utracić nadzieję szybciej niż gdziekolwiek indziej…
Kiedy przygotowywaliśmy się do wyjazdu, nasze wyobrażenie o Kubie było zupełnie inne od tego, co zobaczyliśmy po przybyciu do Havany. Pomijając cudownie kolorowe – i na dodatek sprawne – samochody z czterdziestych, pięćdziesiątych lat, uśmiechniętych ludzi i oczywiście kubańską muzykę, samo życie w tym miejscu totalnie różni się od tego, co widzimy na filmach w telewizji i na zdjęciach w przewodnikach turystycznych.
Nie będziemy pisać o tym, jakie wrażenie zrobiła na nas stolica tego państwa, o tym, jak jest tam brudno i w jakim – delikatnie określając – ubóstwie żyją ludzie, bo wydaje się nam, że znacznie ważniejszą sprawą jest fakt, iż warunki życia na Kubie sprawiają, że w tym państwie umiera nadzieją na ,,lepsze jutro”.
Panujący na wyspie system polityczny i gospodarczy wpływa na wszystkie dziedziny życia przeciętnego Kubańczyka. Wszechobecna kontrola władzy, notoryczny brak wszelkich produktów w sklepach, skrajnie niskie zarobki, są generatorami ogromnego lęku, obaw oraz frustracji związanych z tym, że nawet osoby z najbliższego otoczenia mogą donosić na siebie do przedstawicieli partii rządzącej. Powody mogą być różne – najczęściej fakt innego myślenia niż nakazuje reżim.
Mimo tego ludzie na Kubie są uśmiechnięci i z pozoru otwarci względem turystów. Z pozoru – ponieważ nawiązując jakikolwiek kontakt z obcokrajowcem – liczą zazwyczaj na zrobienie na nim jakiegoś interesu, oferując odpłatne doprowadzenie go do jakiegoś wartego zobaczenia miejsca lub usiłując sprzedać kubańskie cygara za śmiesznie niską cenę.
Z drugie strony Kubańczycy są permanentnie – od ponad 50 lat – pozbawiani nadziei, kreatywności, chęci polepszenia swoich warunków życia. Przyzwyczaili się do tego, co mają i chyba nie są świadomi, że można żyć inaczej…
Powszechnie oglądanym obrazkiem w stolicy są odnowione dla turystów piękne, pamiętające czasy kolonialne, budowle w starej Havanie, a także zrobione na wzór europejski place zabaw dla dzieci. Z jednym zastrzeżeniem. Budynki zazwyczaj odnawiane są od frontu – ściany boczne są niemal w rozsypce, a place zabaw … są ogrodzone i zamknięte na klucz, a przy wejściu stoją ochroniarze lub policjanci, pilnujący, aby czasami nie weszło tam żadne dziecko i nie zniszczyło żadnej zabawki. Obok placu zabaw można dostrzec dzieci…bawiące się na ulicy tym, co znajdą w śmieciach, które notorycznie są wyrzucane przed budynki mieszkalne.
No właśnie…mieszkania kubańskie to miejsca, do których często strach wejść… Ich stan techniczny nie tylko jest krytyczny, ale wręcz zagrażający życiu i zdrowiu ludzi, którzy tam mieszkają. Większość budynków w centrum Havany jest tak stara i zaniedbana, że grozi zawaleniem i nie nadaje się do tego, aby ktokolwiek tam mieszkał.
Będąc w Havanie mogliśmy przekonać się na czym polega praca misjonarska. Tam zrozumieliśmy, jak ważne są misje i na czym polega praca misjonarzy. Mogliśmy się o tym dowiedzieć dzięki ks. Andrzejowi Borowcowi, który jest polskim misjonarzem – salezjaninem – pracującym w parafii w samym sercu Havany. Ks. Andrzej, mimo że miał wiele obowiązków w parafii, poświęcił nam bardzo dużo czasu i to właśnie on pokazał nam, jak żyją jego parafianie. Nigdy w życiu nie spodziewalibyśmy się, że człowiek, który nas widzi po raz pierwszy w życiu, okaże nam tyle serca, otwartości, życzliwości i troski… (szczególnie w czasie dwu huraganów – Ike’a i Gustawa). Spotkanie z tym niesamowitym człowiekiem oprócz tego, że było dla nas prawdziwymi rekolekcjami, to również pozwoliło nam zobaczyć autentyczne życie Kubańczyków. Dostrzegliśmy jak funkcjonuje parafia salezjańska w Havanie, jak funkcjonuje oratorium oraz jaką pracę musi wkładać misjonarz w to, aby być dla ludzi i z ludźmi w niezmiernie trudnych warunkach społecznych i politycznych.
Czas spędzony w tym miejscu niewątpliwie zmienił patrzenie na nasze własne życie, na naszą wiarę oraz na nas samych. Może zabrzmi to banalnie, ale po powrocie do Polski oboje byliśmy jeszcze bardziej przekonani o tym, że potrzeba naszej modlitwy i wsparcia nie tylko wszystkim misjonarzom posługującym na Kubie, ale i tym którzy pracują we wszystkich innych miejscach, w których brakuje nadziei.
Magda i Przemek
Magda i Przemek – od 4 lat są małżeństwem, mieszkają w Słubicach; oboje są członkami Katolickiego Stowarzyszenia w Służbie Nowej Ewangelizacji – Wspólnota św. Tymoteusza, prowadzą kursy ewangelizacyjne, rekolekcje dla narzeczonych oraz kursy przedmałżeńskie. Zawodowo – Magda jest doktorem politologii , pracuje na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza, a Przemek – jest specjalistą w zakresie audytu i zarządzania projektami europejskimi. Od września uczestniczą w spotkaniach Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco. Comments (8)
Komentarze
Zostaw swój komentarz
HTML: Możesz użyć następujących tagów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>





A w Polsce nie ma biedy? W Polsce ludzi nie mają pracy, nie mają co jeść. Zarobki to 800 zł.Nie trzeba na Kubę lecieć.
Cześć Andrzej, masz rację – w Polsce jest duża bieda. Widać to bardzo często. Wydaje się nam jednak, że realia kubańskie są o wiele gorsze od tych w naszym kraju. Przeciętny Kubańczyk zarabia średnio 15-25 dolarów. Żeby kupić sobie buty musi wydać 40 dolarów. Proszek do prania – 15 dolarów itd. My w Polsce mamy możliwość zmiany naszej rzeczywistości, Kubańczyk – ma raczej niewielką na to szansę ( o ile w ogóle ją ma). A poza tym, to chyba nie w tym rzecz… Tu chodzi o to, że Kuba jest jednym z tych państw, w którym bardzo trudno jest głosić Chrystusa…I chwała wszystkim misjonarzom, którzy tam usiłują budować Kościół…Uwierz, w kubańskiej rzeczywistości jest to zadanie niezmiernie trudne…
dokładnie! trafna uwaga, zgadzam się z powyższym komentarzem.
[powyższym - chodzi o komentarz użytkownika "andrzej" - przyp. moderatora]
Żyjesz w takim kraju że mozesz pisać takie rzeczy !! niestety na Kubie juz by to nie przeszło. Ja dziękuje Bogu za każdy dzien , ktory mi daje i za to że moege w kazdej chwili wyjechac z Polski jezeli mi sie tu nie podoba i za to że moge głośno wyrażać swoje zdanie i nikt cie za to nie ukarze.
Straszne musi być mieszkanie w kraju, gdzie każdy może na Ciebie donieść, gdzie tracisz nadzieję, że kiedyś może być inaczej – to jakby żyć w świecie „1984″ Orwella. A bieda w Polsce faktycznie też jest… ale nie wygląda do nas z każdego zaułka i miejsca poza centrum handlowym…
Ciekawe czy w czasach komunizmu w Polsce mieliśmy więcej czy mniej nadziei? Chyba więcej i to przede wszystkim dzięki Bogu i Kościołowi, który był schronieniem dla wolności i człowieczeństwa.
nie wiem jak to się stało, ale mój komentarz jest w innym miejscu niż wtedy, kiedy został dodany!?
wcześniej widniał on tuż pod komentarzem „andrzeja”, teraz jest inaczej, zamiana miejsca całkowicie zmieniła charakter mojego komentarza… hmmm jakaś manipulacja? kubańskie metody?
„aneta” zauważa, że u nas można pisać takie rzeczy, i że na Kubie by to nie przeszło… nie tylko na Kubie, u nas też nie przechodzi, co widać na załączonym obrazku! szkoda, że nie mam zrzutu ekranu z godz. 22:20, kiedy to widniały na stronie tylko dwa komentarze, mój i „andrzeja”, ale kto by przypuszczał, że na takiej stronie będą się dziać takie manipulacje słowem…?!
Aneta – masz rację…My możemy wyjechać do innego miasta, do innego kraju i mamy moc zmienić nasze życie praktycznie w każdym momencie. Przeciętni Kubańczycy – w każdym razie CI, którzy nie współpracują z partią rządzącą – nie mają takiej opcji… Inną sytuację mają rodziny,których członkowie uciekli do Miami…Ci mają trochę więcej pieniędzy… Żyjąc w Polsce – często nie doceniamy naszego kraju… Wyjeżdżając z KUBY – naprawdę cieszyliśmy się, że wracamy do siebie…Tam, gdzie nie patrzymy podejrzliwie na drugiego człowieka, gdzie możemy zaspokajać wszystkie swoje potrzeby: duchowe, intelektualne, bytowe…
Odnośnie „wolności słowa”: Polscy misjonarze ze zgromadzenia księży salezjanów (żyjący od kilku lat na Kubie) nie mogą na kazaniu użyć nawet słowa WOLNOŚĆ – bo nie mają pewności, czy ktoś z kliku osób !!!! obecnych w kościele – na nich nie doniesie…
Do: paul,
tak (niestety) działa moderacja na blogach: Gdy dodasz swój komentarz do artykułu musi on zostać zatwierdzony, zanim będzie on widoczny dla wszystkich czytelników (zwróć uwagę na podpis, który się tam pojawi: „Twój komentarz oczekuje na moderację”). Chyba, że masz już jakiś zatwierdzony wcześniej komentarz, wtedy nie ma potrzeby sprawdzania/moderowania. Dzięki temu nie trzeba się rejestrować by dodać komentarz, a czytelnicy nie muszą czytać ogłoszeń o viagrze.
Zobacz: http://codex.wordpress.org/Comment_Moderation
W momencie, gdy dodałeś swój komentarz, na moderację oczekiwał już komentarz Magdy i Przemka (#2). Zatem, gdy go zatwierdziłem, to treść Twojego komentarza (#3) wskazywałaby mylnie na Magdę i Przemka, zamiast na Andrzeja – napisałeś bowiem: „dokładnie! trafna uwaga, zgadzam się z powyższym komentarzem.”. Szkoda, że nie zauważyłeś, że zmieniłem słowo „powyższym” na „Andrzeja” (zmieniając szyk oczywiście). Zatem Twój komentarz nie zmienił charakteru. Mój błąd, że nie dodałem „[przyp. moderatora]„.
Gdybyś mógł pokazać zrzut ekranu z godz 22:20, pod Twoją nazwą użytkownika i datą dodania komentarza widniałby napis:
Teraz ponownie zmienię Twój komentarz, tzn. przywrócę pierwotną wersję i dodam przypisek, który powinien pojawić się wcześniej.
Wybacz, że musiałeś nas posądzić o kubańskie techniki
Pozdrawiam serdecznie,
Piotr Hełka
Administrator
PS.
Chciałem Cię poinformować o mojej odpowiedzi na Twoje zarzuty mejlem, ale podany przez Ciebie (tylko do wiadomości redakcji) adres email nie istnieje.